home home goldenline rss

Jeden z założycieli klubu Toastmasters Poznań - jednego
z 11 700 klubów zrzeszonych w międzynarodowej orga- nizacji, której celem jest szerzenie umiejętności przema- wiania i przewodzenia (speaking & leadership). (więcej...)

Pan Edward

To co widzimy, nie zawsze jest tym, na co wygląda. To z czego się śmiejemy nie zawsze jest warte obśmiania. To co czynimy innym swoim zachowaniem, nie zawsze jest właściwe.

Są ludzie którzy pamiętają dawne tamte czasy. Jest ich coraz mniej. Jeszcze trochę nie będzie ich wcale. A to co opowiadają wydaje nam się zmyślone i nie realne. Tym bardziej musimy słuchać, nagrywać, przechowywać i często odtwarzać ich świadectwo.

Pan Edward mieszkał w tym samym bloku co ja na tej samej klatce. Zacząłem go dostrzegać jak miałem około 4 lat. Szybko jak na tak małe dziecko. Zafascynowało mnie to, że ten starszy człowiek nie mówi. Wtedy myślałem, że nie umiał. Czasem wydawał z siebie takie dziwne jęki jak odganiał moich starszych kolegów którzy mu dla ubawu dokuczali. Pan Edward budził powszechną wesołość, był przedmiotem żartów a często i kpin.

Znali go praktycznie wszyscy. W okolicznych księgarniach znany był jako namiętny klient na bajki dla dzieci. Pan „bajeczka”. Choć sam dzieci nie miał, kupował każdą nową pozycję która była adresowana dla dzieci. Do księgarni zachodził regularnie co kilka dni.

Ale to nie to, że kupował dużo bajek było tym z czego znany był w całej okolicy. Mając 7 lat starsi koledzy pokazali mi co pan Edward robi z bajkami. Pan Edward był inny, czytał bajki i to prawie codziennie, na cmentarzu. Zasiadał przy tym samym bezimiennym grobie, małej dziewczynki. Tam wyciągał z siatki książeczkę i ją czytał. Fascynowało mnie to temu tak często sam go śledziłem i obserwowałem. Po przeczytaniu zazwyczaj długo w tym miejscu siedział i rozmyślał. Czasem wycierał chusteczką oczy, myślę że płakał. Właściwie teraz wiem: płakał na pewno.

Gdy miałem 8 lat pewnego późnego popołudnia ktoś mocno zapukał wręcz załomotał do drzwi. Mama spojrzała przez wizjer i otworzyła drzwi. Za drzwiami był Pan Edward. Stał z kartką w ręce która podał mojej mamie. Mama ją przeczytała i odpowiedziała:

– Będę za chwilkę tylko, powiem mężowi co i jak ma zrobić z synkiem.

Tego popołudnia jak mama wyszła tak już poważnie zdenerwowany tata chciał po 22 pójść zapytać co z nią. Ale mama zjawiła się bez interwencji taty. Pamiętam, że długo rozmawiali w nocy. Przez kolejne dni mamie zdarzyło się płakać. Od tamtej wizyty moja mama zaczęła opiekować się Panem Edwardem. Pan Edward coraz silniej odczuwał każdy 25 dzień miesiąca. Najgorzej było w lipcu. Mama długie godziny spędzała na pisanych na kartkach rozmowach z tym staruszkiem.

Gdy miałem 11 lat Pan Edward zmarł. Posądzony o złe zamiary w stosunku do dzieci. Na krótko przed śmiercią podszedł do jednej dziewczynki chcąc ręką dotknąć jej policzka. Opiekunka okrzyknęła go zboczeńcem. Nie dziwię się jej ludzie się go też bali. On nie mogący mówić starał się coś powiedzieć, jęcząc. Wezwana milicja zabrała go ze sobą. Kilka dni później serce starszego człowieka odmówiło posłuszeństwa. Moja mama odnalazła go w mieszkaniu. Tego dnia przyniosła też małe pudełeczko którego kategorycznie zabroniła mi dotykać. Podczas pogrzebu dyskretnie włożyła to pudełeczko do trumny.

Wtedy też wieczorem zapytałem o to mamę. Odparła:

– Jak już będziesz dorosłym człowiekiem dam Tobie list i zapiski moich rozmów z Panem Edwardem, do przeczytania. Teraz jesteś jeszcze za mały by to zrozumieć.

Dwanaście lat później poprosiłem o te kartki mamę. Dostałem je zapakowane w dużą białą kopertę z napisem Edward. Za pierwszym razem nie dałem rady przeczytać całości. I to nie ze względu na ilość ale na treść. Przez kilka dni przeczytałem to kilkanaście razy. Poznałem z nich kim był i dlaczego tak żył Pan Edward.

///

Pan Edward przed wojną był radiowcem. Prowadził szczęśliwe życie u boku żony Anny i córki Marty. Do dnia w którym podczas łapanki na jego oczach zastrzelono mu żonę a jego wraz z córką przewieziono do obozu Auschwitz II. To tam, ryzykując życiem, starał się wieczorami przemykać do baraków dzieci, gdzie opowiadał córce bajki. Został na tym przyłapany, karą była utrata języka. A jako nie mówiący, świetnie nadawał się do pracy przy komorach gazowych. Pracował w Czerwonym Domku z czasem w krematorium. To właśnie tam 25 lipca 1944 musiał spalić własną córkę którą przyprowadzono wraz z innymi dziećmi. Wszystkie dzieci od kilku dni były poddawane medycznym eksperymentom. Wysmarowane jakąś substancją były palone żywcem, żadna z tych substancji nie chroniła przed poparzeniem, co zapewne miała robić…

Ostatniego dnia wśród grupy dzieci była Marta. Zapytała go czy będzie bolało a on nie miał jak ją pocieszyć i powiedzieć, że ją kocha. W chwilę później bardziej wolał nie słyszeć niż nie mówić.

Po wszystkim w tajemnicy wygarnął do kartonika popiół z pieca. Strzegł tego zawiniątka jak oka w głowie.

Po wojnie nikt nie interesował się niemową. Lekarze nie zajmowali się wtedy urazami umysłu wynikłymi z traumatycznych przeżyć. Wiele lat później na okolicznym cmentarzu znalazł grób nieznanej około 7 letniej dziewczynki. Zaczął o niego dbać, przynosić i czytać w myślach jej bajki. Było to znakomitą terapią dla niego jaką sam sobie przypisał i stosował.

Czując się gorzej postanowił do kogoś zwrócić się o wykonanie jego woli jak umrze. I tak zapukał wtedy do nas. Mama zgodziła się pochować razem z nim prochy jego córki.

Na kilka dni przed śmiercią na ulicy zobaczył i podszedł do dziewczynki która wyglądała jak jego ukochana córka…


Ostatnia mowa/opowiadanie jakie napisałem i wygłosiłem do lekcji z podręcznika Storytelling (opowiadanie historii). W momencie tych znaków „///” poprosiłem aby osoby o słabszych nerwach opuściły salę. Tu tę prośbę usunąłem.

W przerwie usłyszałem taki oto komentarz „Adamie zostawiłeś nas w fatalnym stanie emocjonalnym” a ja pytam – a wojna kogoś zostawiała w dobrym stanie emocjonalnym? Ja na samą myśl dzisiaj mam ciarki na plecach…

Temu tak długo zwlekałem z publikacją tego tekstu.

14 odpowiedzi na „Pan Edward

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Spam protection by WP Captcha-Free